sobota, 30 grudnia 2017

Une bûche de Noël - czyli o tym, jak z kawałka drewna francuzi zrobili wigilijny deser


Będzie słodko, bo grudniową sesję bożonarodzeniowych tematów zamykam... wigilijnym deserem i nie biorę żadnej odpowiedzialności za skutki przeczytania artykułu. Jeśli w połowie lektury z cieknącą ślinką polecicie wykraść zakopane w najtrudniej dostępnych zakamarkach domu ostatnie ostałe się po świętach czekoladki, poważnie naruszając tym samym przedsylwestrową dietę, to trudno. Reklamacji nie przyjmuję ;) Post czytacie na własną odpowiedzialność. Ale uwaga! Na pewno zaokrąglicie się w kolejne miligramy wiedzy o francuskiej tradycji i idomach! Gotowi? To zaczynamy!



Francuski deser bożonarodzeniowy:

Miałam w tym roku okazję po raz pierwszy skosztować słynne polano* bożonarodzeniowe, czyli une bûche de Noël. Jest to deser podawany na wigilię we Francji (a także w Belgii, Szwecji, Libanie, Wietnamie, niektórych częściach Kanady i generalnie krajach frankofońskich) [1]. Wyglądem przypomina kawałek drewna, którym pali się w kominku, tylko z tą różnicą, że jest czekoladowy i... pyszny!


une bûche de Noël
polano bożonarodzeniowe
(deser spożywany na wigilię we Francji)


Czemu o nim piszę? Przede wszystkim dlatego, że jego wygląd zrobił na mnie kolosalne wrażenie, a piękno trzeba doceniać! Z resztą nie ukrywam, że w ogóle Francja zachwyca mnie swoimi wypiekami i słodkościami. Każdego dnia patrzę ze zdumieniem, ile czekoladek wcinają francuzi i na tej podstawie dałabym sobie uciąć paznokcia, że ze wszystkich narodowości świata zjadają jej najwięcej. Czyżby faktycznie? Sprawdźmy to.


Ile czekolady zjada przeciętny francuz w ciągu roku?

Czy zjadają jej najwięcej ze wszystkich narodowości? Poszperałam trochę w internecie i niestety ale mojego paznokcia to bym straciła, bo francuzi zjadają średnio 4.5 kg czekolady w roku, a to wynik dwukrotnie słabszy, niż należący do... szwajcarów, którzy są w tej kwestii niedoścignieni. Nie uwierzycie... 9 kg czekolady rocznie! [2]. To pewnie przez te zimy pod Alpami. Któż by sobie odmówił tabliczki czekolady, gdy na dworze -15 stopni...


No, ale wróćmy do naszego bûche de Noël. Piękne, smaczne i wymagające, bo do jego przygotowania potrzeba trochę czasu. Wygląd nieziemski, ale uwierzcie, że smak jeszcze lepszy!


Skąd pomysł na wigilijny deser wyglądający, jak kawałek drewna?

Tradycja sięga czasów jeszcze przed wynalezieniem żarówki, kiedy to przed Bożym Narodzeniem znajdowało się na dworze dorodny kawałek drewna (z drzewa owocowego) i przynoszono go do domu. Takie polano ozdabiano liścmi i wstążkami, a następnie podpalano w kominku. Im większy kawałek drewna, tym lepiej, bo palił się dłużej, a chodziło o to, by wytrzymał przez całe Boże Narodzenie. Czemu miał służyć taki rytuał? Dawniej wierzono w jego magiczną moc, a dokładniej w moc popiołu, który pozostał po jego spaleniu. Posypywano nim dachy, żeby chronił przed piorunami. Zostawiano w różnych zakątkach domu, aby chronił od złego. Wysypywano w ogrodzie, aby rośliny dobrze rosły i zapewniały dobre żniwa [3].


la cendre
popiół


Obecnie przygotowywanie czekoladowego deseru wyglądem przypominającego polano bożonarodzeniowe jest właśnie nawiązaniem do dawnej tradycji.


Opowieścią o bożonarodzeniowym rytuale palenia w kominku kawałka drewna żegnamy świąteczny nastrój, ale żeby jeszcze z tradycji stała się zadość, to nie puszczę Was stąd, jeśli nie przyswoicie sobie idiomu. Na dobranoc wyrażenie, które – o dziwo! ;) – związane jest z kawałkiem drewna. A na deser potem jeszcze kilka synonimów ;)


Garść francuskich wyrażeń:

Wziąć kawałek drewna (polano), czyli po prostu najzwyczjaniej w ściecie wywinąć orła, upaść.


prendre une bûche
upaść (wziąć polano)


Stare wyrażenie, ale znane przez francuzów (przynajmniej tych, z którymi rozmawiałam), więc wychodzę z założenia, że warto je znać. No i łatwo będzie Wam je zapamiętać (spójrzcie na obrazek poniżej ;) ).




Niewiele trzeba, by się potknąć i upaść, a skoro to żadna sztuka, to i nie dziwota, że francuzi mają więcej idomów opisujących tą jakże niezgrabną czynność ;)


Jednym z nich jest „se gaufrer”. Słownik Larousse podaje tłumaczenie czasownika „gaufrer”. Jest to odciskanie, czy wytłaczanie różnych motywów na wszelakich materiałach [4]. Zwróćcie uwagę, że gofr (fr. une gaufre) też jest odciskany... z ciasta... i na gofrownicy :) A jak ktoś się przewróci, to i też się w jakiś sposób może odciśnie... tyle, że na asfalcie ;) 



se gaufrer
upaść (odcisnąć się, „gofrować się”)



A żeby Wam się to w pamięci dobrze zakotwiczyło, to z pomocą przychodzi Wam poniższy rysunek. (Tak na marginesie, to powiem Wam, że ogromną frajdę sprawia mi wymyślanie obrazków. To taka trochę zabawa w skojarzenia! Cieszę się przy tym, jak dziecko!)





No, ale chyba (niestety) najczęściej używanym wyrażeniem w języku potocznym (poza samym czasownikiem „tomber”) jest „se casser la gueule”, czyli w dosłownym tłumaczeniu: „złamać sobie pysk”. Nic nie poradzimy na to, że codzienna mowa staje się taka... paskudna.


se casser la gueule
upaść (dosł. złamać sobie pysk, wulg.)



A teraz wyobraźcie sobie, że jadąc wczoraj rowerem w pewnym momencie się przewróciliście. Jak możecie o tym komuś powiedzieć, używając powyższych zwrotów? Przykładowe zdania poniżej:

Je suis tombé de vélo hier.
J’ai fait du vélo hier et à un moment j’ai pris une bûche.
Je me suis gaufré en vélo hier.

J’ai fait du vélo hier et je me suis cassé la gueule (wulg.)

Mam nadzieję, że Francuski Notesik nie zawiódł Was w grudniu i nie tylko podszkoliliście swój francuski, ale również dowiedzieliście się czegoś nowego o francuskich zwyczajach bożonarodzeniowych.

To co? Czas na sylwestra? :)



* polano, to dawniej kawałek drewna służący do palenia w kominku.

Referencje: